Stringi Królewny Śnieżki

Data publikacji: sobota 12 marca 2011
Autor: Monika Maciejewska Publikacje autora
Dział: Zagrożenia > Pornografia
Odsłon: 3245

Erotyka, od zawsze obecna w baśniach, miała wspomagać rozwój dziecka, także seksualny. Erotyka w kreskówkach wspomaga dziś głównie rozwój konsumenta Rozmiar miseczki biustonosza Disnejowskich: Pocahontas, Ariel czy Jaśminy to co najmniej D, choć te postacie to zaledwie nastolatki. Rozcięcia sukienek sięgają pełnych bioder, dekolty nie pozostawiają wątpliwości, że księżniczki mają pełne i jędrne piersi. Powłóczyste, rzucane przez ramię spojrzenia spod firanek rzęs wyglądają raczej na zachętę do zabawy w mamę i tatę niż w berka. Esmeralda z „Dzwonnika z Notre Dame” tańczy za pieniądze, siadając mężczyznom na kolanach i wykonując na rurze figury jak w klubie go-go. Wzorce dla chłopców także się zmieniają – wojownicze żółwie ninja w ciągu kilku ostatnich lat przypakowały tak bardzo, że specjaliści nie mają złudzeń – musiały stosować sterydy. Czy kilkuletnie dzieci mają się z kim identyfikować? I jak wpłynie na nie identyfikowanie się z coraz bardziej rozerotyzowanymi postaciami?


Biust znaczący i nie



Bajki Disneya długo były uważane za najlepszą rodzinną rozrywkę, ale teraz wywołują coraz więcej kontrowersji. A inni twórcy bajek posuwają się przecież jeszcze dalej w nadawaniu dziecięcym postaciom atrybutów typowych dla ponętnych dorosłych. Sara Bellum ze znanej z Cartoon Network „Atomówki” jest niczym więcej niż pełnymi biodrami i biustem, koszmarnie wąską talią oraz burzą rudych loków. Zawsze występuje w seksownym czerwonym żakieciku, nigdy nie widać jej twarzy – rysownicy pokazują ją od szyi w dół. Elementy symbolizujące erotykę zawsze były obecne w baśniach. Miały wspomagać rozwój dziecka, także seksualny. Psychoanalityk Bruno Bettelheim sformułował podstawowe tezy dotyczące znaczenia baśni w życiu dziecka. Według niego baśń pomaga poznać problemy, z jakimi mierzymy się w życiu, i od razu proponuje sposoby ich rozwiązania, objaśnia działanie psychiki i wspiera rozwój osobowości, pomaga w nadawaniu życiu sensu.

Baśnie, w przeciwieństwie do większości współczesnych kreskówek, rzeczywiście dawały takie możliwości. Nawet biust przedstawiano w sposób, który dawał dziewczynkom szansę na poznanie i zaakceptowanie siebie. W „Wiernym Janie” braci Grimm tytułowy bohater wysysa trzy krople krwi z prawej piersi królowej, aby uratować jej życie. Król każe zabić Jana. W „Dziewczynie bez rąk” królowa, której obcięto ręce, zostaje wypędzona do lasu wraz ze swoim nowo narodzonym dzieckiem. Zawiniątko niesie na plecach. Na jej drodze pojawia się anioł, który przystawia jej dziecko do piersi, aby mogła je nakarmić. W pierwszej opowieści piersi symbolizują tabu, część ciała zarezerwowaną dla męża. W drugiej są źródłem pokarmu i symbolem kobiecości. Dziewczyna bez rąk, która nie mogła się uchronić przed wygnaniem, jest w stanie nakarmić swoje dziecko. Choć kalectwo uniemożliwia jej sprzątanie, pranie, gotowanie itp., piersi powodują, że wciąż jest w stanie troszczyć się o innych. Braciom Grimm nie przyszło do głowy, by uprzedmiotowić kobiecy biust, wykorzystać go jako prosty erotyczny wabik. W obu historiach piersi są symbolem, a nie po prostu cyckami, jak we współczesnych bajkach. A mimo to w oryginale baśnie tych pisarzy wydawały nam się nieodpowiednie dla dzieci. Dlatego „wyczyściliśmy” je ze scen, które wydają się nam zbyt okrutne, zastępując je erotyką i stereotypami o realnie okrutnych skutkach.


Zepsuta do perfekcji


Bettelheim pisał, że podstawą oddziaływania baśni na psychikę dziecka jest identyfikacja z bohaterem. Z kim, a właściwie czym, można się identyfikować, patrząc na pannę Sarę Bellum? Albo erotyczny taniec Esmeraldy? Według psychologów wzorowanie się na takich postaciach może prowadzić do samouprzedmiotowienia (self-objectification), zjawiska opisanego przez Fredricksona i Robertsa oraz McKinleya i Hyde’a. W tym procesie dziewczęta uczą się myśleć o sobie i traktować swoje ciała jako obiekt pożądania przez innych. Uwewnętrzniają perspektywę odbiorcy i zaczynają traktować siebie jako przedmiot do oglądania i oceniania na podstawie wyglądu. Identyfikację z bohaterami bezlitośnie wykorzystują spece od marketingu. „Na początek dziewczynki chcą być bohaterkami z filmów Disneya – marzą o sukniach balowych i baśniowych pałacach – więc pojawia się mnóstwo lalek i akcesoriów, które mają karmić to marzenie” – pisze Sue Palmer w książce „Toxic Childhood”. Właściciele praw do wizerunków bajkowych postaci zarabiają krocie na sprzedaży ozdabianych tymi wizerunkami akcesoriów. Wartość sprzedaży 25 tys. produktów związanych z księżniczkami Disneya (lalek, akcesoriów, filmów DVD) w 2006 r. wyniosła 3 mld dolarów. Wizerunek Dzwoneczka, ubranego w burleskowy gorset, zarobił w tym samym roku 400 mln dolarów. Ten erotyczny ideał wielu mężczyzn jest jednak oferowany dziewczynkom. I tak jak ubiór Dzwoneczka, tak i wiele produktów z tą postacią wydaje się nieodpowiednich dla dzieci. Dziewczynki kupują koszulki z Dzwoneczkiem i napisem „Zepsuta do perfekcji” („Spoiled to Perfection”), a także majtki „Mroczna strona Dzwoneczka” opisane: „zła strona panny Dzwoneczek, której Walt nigdy nie widział”.

Promowanie bardzo szczupłych, długonogich, obdarzonych bujnym biustem dziewczyn czy kobiet (patrząc na te postaci, trudno ustalić ich wiek) to z marketingowego punktu widzenia świetny pomysł, bo osiągnąć taki wygląd jest bardzo trudno. Zwłaszcza dziewczynom w okresie dojrzewania. Mimo to nawet autorzy wieczorynki „Truskawkowe ciastko” odchudzili niedawno główną bohaterkę i pozbawili ją piegów, by spełniała wymogi mody. Jeśli dziewczynki, zgodnie z teorią Bettelheima, spróbują się z kreskówkowymi ideałami utożsamić, to szybko odkryją rozdźwięk między tym, jak same wyglądają, a jak prezentują się ich bohaterki. I rozpoczną zaprogramowaną na całe życie walkę o dorównanie niedościgłemu wzorowi. Z kreskówek nauczą się, że wzór jest przede wszystkim półnagi i bardzo seksowny. A w przerwach między bajkami dowiedzą się, co muszą kupić, aby być trendy i cool. Przekształcenie przekonania, że mamy wyglądać w jakiś konkretny sposób, i lęku przed niespełnieniem wymogów w potrzebę posiadania kolejnych produktów, to dla pracowników działów reklamy kaszka z mlekiem. Obawa przed brakiem akceptacji jest szczególnie silna u dzieci. Odsądzaną od czci i wiary Barbie wypierają lalki Bratz. Bratz bardziej przypominają dzieci (mają większe głowy), ale występują w strojach zaczerpniętych z sex shopów, a także w zestawach z partnerem na randkę i kieliszkami do szampana. Reprezentanci Vivid Imagination – dystrybutora lalek twierdzą, że produkt jest skierowany do 12-latek. Komentatorka Zoe Williams przypomina jednak, że jest to jedynie sprytny zabieg marketingowy, wykorzystujący skłonność dzieci do wzorowania się na starszym rodzeństwie i koleżankach. „Produkty kierowane do młodszych dzieci są często zasiewane wśród starszych, by nadać przedmiotom współczynnik fajności (»cool factor«) – pisze w raporcie „Commercialisation of Childhood”. Przemysł reklamowy dba o to, by moda nie była opcją, lecz warunkiem społecznej akceptacji wśród dzieci. „Podczas gdy wiele form biedy zostało zażegnanych, pojawił się nowy współczesny wariant, łączący brak pieniędzy z brakiem godności. Dziś nie wystarczy być biednym. Masz to także czuć” – napisała Sarah Boseley w „The Guardian”. Badania brytyjskiego National Consumer Council wykazały, że dzieci z najbiedniejszych domów najbardziej zwracają uwagę na marki i metki.


Seks zamiast matmy


Dziewczynki zawsze chciały być dorosłe jak ich mamy. Paradowały po domu w szpilkach i malowały usta szminką. Ale mamy są prawdziwymi kobietami, które dzieci oglądają w różnych sytuacjach, także gdy wychodzą do pracy i pracują w domu, chorują, są zmęczone, mają zmarszczki i niedoskonałe fryzury. Sara Bellum i Jaśmina zawsze są perfekcyjnie zadbane i uwodzicielskie. I erotycznie ubrane. „Szczególną troskę budzi seksualizacja dziewczęcych ubrań, nazbyt dorosły styl, zwłaszcza odkrywający dużo ciała” – napisali autorzy raportu „New Consumers: children, fashion and consumption”. „Sprzedawanie dzieciom trendów mody dla dorosłych prowadzi do przedwczesnej seksualizacji dziewczynek” – komentuje Sue Palmer. Sześciolatka a la Ariel – skąpy top, obcisła spódnica i mocno podkreślone rzęsy – robi wrażenie znacznie starszej niż jest. To wywołuje dysonans poznawczy zarówno u osób, które z nią obcują, jak i u niej samej. Proponowanie dziewczynkom takich wzorców zaciera kolejne granice między światem dorosłych i dzieci.

Takie postrzeganie siebie, samouprzedmiotowienie, prowadzi m.in. do gorszych wyników w nauce. Skupienie na wyglądzie zostawia niewiele zasobów poznawczych potrzebnych do innych zadań. Dowiedziono tego w eksperymencie prowadzonym pod kierunkiem psycholog Barbary Fredrickson z University of North Carolina. Część studentów poproszono o założenie kostiumu kąpielowego, drugą część – swetra. Obie grupy rozwiązywały test z matematyki. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni w strojach kąpielowych uzyskali gorsze wyniki – część uwagi poświęcali na zastanawianie się, czy dobrze wyglądają. Zresztą dziewczęta rozwój osobisty rozumieją dziś niemal wyłącznie jako udoskonalanie ciała. W końcu to seksapil, a nie pasja do sztuki, wspinaczki czy osiągnięcia w matematyce, spowodował, że kreskówkowe księżniczki osiągnęły swój jedyny życiowy cel  – otrzymały wymarzony pocałunek. Już dwunastolatki przywiązują większą wagę do tego, jak wyglądają, niż do swoich umiejętności – wykazały badania Mariki Tiggemann i Any Slater z instytutu Biomedexperts. Erotyzacja bajek oglądanych przez dzieci i młodzież przekłada się też na erotyzację ich życia. Nawet jeśli w bajkach nie ma scen stosunku. Nastolatki, które oglądają programy i filmy zawierające treści erotyczne, częściej niż inne odbywają pierwszy stosunek seksualny w kolejnym roku, a rozmowy erotyczne w filmach mają na nastolatki taki sam wpływ jak erotyczne obrazy – wykazały badania Rebecki Collins z instytucji badawczej RAND.


Silikony dla księżniczki



Frustrujące mogą być także efekty rozdźwięku między rolą nadawaną dziewczynkom i chłopcom. Młode kobiety uczą się uwodzić, kusić młodzieńców, aby stworzyć z nimi związek. Oni jednak nie wzorują się na postaciach książąt starających się o rękę damy swego serca. Są raczej zajęci walką z innymi mężczyznami. Celem tych potyczek nie jest rozstrzygnięcie, kto bardziej zasługuje na wymarzoną królewnę, lecz udowadnianie, kto jest lepszy, kto ma prawo do dominacji. Efekty widać w badaniach. „Choć chłopcy nie opisywali męskich postaci z kreskówek w relacji do postaci dziewczęcych, to dostrzegali odwrotną relację. Zawierało to takie stwierdzenia jak »dziewczyny zapraszają chłopców na randki«, »robią to, co chłopcy powiedzą«, »są wyłączane z zabawy« i »chcą się całować«” – napisały Teresa L. Thompson i Eugenia Zerbinos w pracy „Television Cartoons: Do Children Notice It's a Boy's World?”. Te z pozoru niewinne obserwacje wpływają na kształt społeczeństwa, które kiedyś stworzą badane dzieci. „Opisy ról płci obserwowane przez dzieci mogą kształtować ich przyszłe oczekiwania dotyczące związku” – dodają autorki badań.
„Próby osiągnięcia rozerotyzowanych ideałów we wczesnym wieku prowadzą także do zaburzeń odżywiania i innych prób osiągnięcia ideału nieadekwatnego zwłaszcza w wypadku osób, które nie osiągnęły dojrzałości płciowej” – napisał psycholog Allen Kanner w książce „Psychology and Consumer Culture”. Kodowanie ideału kobiecej urody tak wcześnie zbiera coraz bardziej szokujące żniwo. W 2005 r. w USA inwazyjne operacje plastyczne służące zbliżeniu do ideału (a nie na przykład usunięciu blizn) przeszło 77 tys. nastolatek (nie ukończyły 19 lat). Dzisiejsze dzieci wychowują się w innych warunkach, innej kulturze niż ich rodzice. Zwłaszcza w Polsce wiele się zmieniło. Pokolenie YouTube komunikuje się i bawi interaktywnie, woli komórkę niż rower, słucha Miley Cyrus czy Dody, a nie Fasolek. Gust konsumentów wpływa na to, co oferuje rynek. Nie każdy szalony pomysł producentów zabawek gwarantuje marketingowy sukces. Dowodzi tego Ken wyprodukowany przez firmę Mattel w 1993 r. „Magic earring Ken” miał kolczyki, pasemka, fioletowe ubrania, koszulkę z siatki. Dziewczynki uznały, że nie jest to odpowiedni chłopak dla ich Barbie, rodzice byli oburzeni, zdarzało się, że odsyłali lalki do firmy. Finansowo uratowała firmę amerykańska społeczność gejów, która na potęgę wykupywała lalki. Mattel nie chciał być jednak postrzegany jako producent lalek dla homoseksualistów, więc wycofał wymuskanego Kena ze sprzedaży.

Dziewczynki są szczególnie poszkodowane przez autorów bajek i twórców zabawek. Pisarz Paul Krumins, zajmujący się m.in. gender studies, pytał, dlaczego tak się dzieje. Okazało się, że dziewczynki są mniej wymagające niż chłopcy. Wystarczy im dowolny film dla dzieci, aby spędzić czas przed ekranem. Podobnie jest, gdy dorastają – władza nad pilotem pozostaje w rękach mężczyzn. Aż 40 proc. Amerykanek ogląda rozgrywki NFL tylko po to, by spędzać czas ze swoimi chłopakami lub mężami, bo w samotności futbol ogląda tylko kilka procent mieszkanek USA. Erotyzacja bajek jest związana… z sytuacją ekonomiczną. Kreskówkowa seksbomba Betty Boop pojawiła się w 1932 r., gdy amerykańska giełda przeżywała kryzys. Zastąpiła towarzyszącego hossie pracowitego kota Feliksa. W dobrych czasach staramy się dbać o rodzinę, tradycyjne wartości, jesteśmy pogodni. W trudnych szukamy rozrywki. Te prawidłowości znajdują odzwierciedlenie w kreskówkach. „Animacje z czasów hossy są bezpieczne dla rodziny. Ale wiele kreskówek z okresu bessy zawiera treści dotyczące seksualności, narkotyków, a nawet rasizmu” – mówi Euan Wilson z think tanku Socionomics Institute. Zmiany są też podyktowane gustem rodziców, którzy zwykle chcą dać dzieciom to, czego sami nie mieli. Po okresie mody na postacie infantylne przychodzi więc pora na bohaterów, których płeć jest szczególnie podkreślona.

Tata na odtrutkę

Oczywiście, nie wszystkie dziewczynki, które oglądały kreskówki, chodzą do szkoły roznegliżowane. „Media nie mają jednoznacznego, jednostronnego wpływu na bezbronnego konsumenta. Przeciwnie, dostarczają zróżnicowanych, czasem sprzecznych źródeł kulturowych do budowania tożsamości, w tym seksualnej. A badania wskazują, że młodzi robią z tych danych użytek w aktywny i zróżnicowany sposób” – piszą Sara Bragg i David Buckingham w raporcie „Young people and sexual content on television”. Zwłaszcza postawy ojców mają wpływ na to, jak dzieci postrzegają swoją seksualność i rolę jako kobieta czy mężczyzna – piszą Susan McHale, Ann Crouter i Corinna Tucker w pracy „Family context and gender socialization in middle childhood”. Choć bajki Disneya i kreskówki są wszechobecne w dziecięcym świecie, ostatecznie to rodzice wpływają na to, jaki użytek ich pociechy zrobią z oferowanych im wzorców. Warto rozmawiać z dziećmi o tym, co oglądają. Można na przykład zaproponować prostą zabawę w skojarzenia: mówić jakieś słowo (księżniczka, kreskówka, marzenia, Barbie, Bratz) i prosić o podanie pierwszego skojarzenia. A potem konfrontować te skojarzenia z rzeczywistością i własnymi wartościami. I nie zgadzać się na operacje plastyczne, póki dziecko nie będzie w stanie samo na nie zarobić.


Monika Maciejewska

Artykuł został opublikowany na www.Focus