Szybka nawigacja

Rozmowy telefoniczne – czy trzeba się ich uczyć?

Data publikacji: środa 09 kwietnia 2008
Autor: Piotr Drzewiecki Publikacje autora Drukuj publikację {PDF=Zapisz jako plik pdf publikację^plugin:content.82}
Dział: Media w rodzinie > Telefon komórkowy
Komentarzy: 2
Odsłon: 2087
Brak oceny -

Telefon jest jednym ze środków przekazu. Co prawda nie zaliczamy go do grona mass mediów jak radio czy telewizję, jednak podobnie jak one również stanowi przedmiot edukacji medialnej. Komórki, sms-y i stare dobre stacjonarne aparaty – świat telefonii domaga się sztuki savoir vivru, a nawet – jak przekonuje Umberto Eco – może być również okazją do snucia filozoficznych refleksji.

Aleksander Graham Bell był z pochodzenia Szkotem, z wykształcenia lekarzem i nauczycielem głuchoniemych. Jego największym marzeniem było skonstruowanie urządzenia, które pozwoliłoby słyszeć osobom niedosłyszącym. Zresztą jego własna mama była osoba słabo słyszącą, co dodatkowo motywowało Abrahama do pracy. Bell interesował się elekrycznością, w wolnych chwilach zajmował się konstruowaniem swoich wynalazków. Zupełnie niechcący dał światu jeden z najbardziej powszechnych urządzeń, które zrewolucjonizowało nasza komunikację. Mowa oczywiście o telefonie.

W jego laboratorium w Bostonie towarzyszył mu asystent Tomas Watson. To właśnie do niego Bell wykonał pierwszą rozmowę telefoniczną, gdy wylał na spodnie kwas z baterii. Wypowiedziane przez telefon słowa brzmiały: „Panie Watson, proszę tu przyjść, potrzebuję pana” (“Mr. Watson -- come here -- I want to see you.”). To wiekopomne, jak się okazało, wołanie Bell odnotował w swoim dzienniku laboratoryjnym 10 marca 1876 roku. Słowa te przeszły już do historii ludzkości.

Wynalazek wzbudzał zachwyt Amerykanów. – O Jezu, to gada, ta skrzynka mówi – dziwiono się pod koniec XIX wieku. Telefon szybko znalazł zastosowanie w biznesie, wojsku i administracji. Z czasem niczym stół i lampa stał się nieodłącznym wyposażeniem prywatnych mieszkań. Na początku jednak przyjemność posiadania własnego aparatu wiązała się z kosztami porównywalnymi do rocznej pensji wykwalifikowanego robotnika. Amerykanie już w latach 40 ubiegłego wieku całkowicie „uzależnili się” od telefonu, a Stany Zjednoczone stały się największym potentatem światowego systemu telekomunikacyjnego. Współczynnik rozmów w przeliczeniu na osobę od lat dwudziestych do roku 1950 podwoił się, Przez kolejne 20 lat nastąpiło ponowne podwojenie tego współczynnika. W 1975 roku liczba rozmów telefonicznych w przeliczeniu na liczbę mieszkańców była w USA dwukrotnie wyższa, niż w Japonii, Danii i Szwajcarii, a cztery razy wyższa, niż w Niemczech zachodnich, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Grecji. W Polsce po raz pierwszy skorzystano z telefonu w Warszawie, w 1878 r - linia łączyła cukiernię z zakładem optycznym. Wiadomo, że telefon założyli sobie Eliza Orzeszkowa - w 1909 r. i Henryk Sienkiewicz - w 1914 r. W roku 1955 przeprowadzono pierwszy kabel telefoniczny łączący Europę z Ameryką pokonując ostatnią barierę komunikacji międzykontynentalnej.

Telefon diametralnie zmienił naszą komunikację. Odtąd bez wychodzenia z domu możemy słyszeć głos ukochanej osoby, która znajduje się nawet setki kilometrów od nas. Możliwość kontaktu głosowego zbliżyła ludzi, zmniejszyła odległości między nimi (gr. tele- oznacza ‘daleki’), ułatwiła i przyspieszyła wymianę informacji. Jednocześnie zmieniło się znaczenie komunikacji bezpośredniej – niektórzy wolą do siebie dzwonić niż spotykać się osobiście rezerwując tego typu formy kontaktu na wyjątkowe sytuacje. Zresztą zwykliśmy mówić w takich momentach – to nie jest rozmowa na telefon. Nie zawsze jednak chcemy kogoś widzieć, potrzebujemy jedynie się z nim zkomunikować.

Telefon stał się przedmiotem zainteresowania specjalistów od kultury osobistej. W niejednym podręczniku dobrego wychowania możemy odnaleźć zasady regulujące nasze kontakty telefoniczne.

Oto niektóre z nich:

(1) Wyłączaj telefon w czasie spotkania, w kinie, teatrze czy na koncercie.

(2) Odbieraj go tylko wtedy, gdy możesz rozmawiać. Oddzwonisz w stosownym momencie.

(3) Jeśli telefon „dopadnie” cię np. w autobusie - rozmawiaj krótko, ściszonym głosem, jeśli w sklepie - wyjdź na zewnątrz, w restauracji, jeśli musisz odbyć tę rozmowę – przeproś swoje towarzystwo i na chwilę wyjdź.

(4) Ustaw dzwonek telefonu tak, by jego dźwięk nie stawiał na baczność całego twojego otoczenia.

(5) Nie odbieraj cudzej „komórki”, nawet służbowej w pracy, chyba że właściciel cię do tego upoważni.

(6) Jeśli ktoś dzwoni na twój prywatny telefon, nie musisz się przedstawiać, gdy na służbowy - zawsze tak.

(7) Wysłane SMS-em zaproszenie, np. na kolację, powinieneś potwierdzić…

To tylko wybrane przykłady kulturowych regulacji naszej telefonicznej komunikacji. Niektóre przestały być aktualne jak np. nie dzwoń w porze „Dziennika Telewizyjnego”. Z pewnością jednak nie należy dzwonić po godz. 22 chyba, że w pilnej sprawie – nie dotyczy Amerykanów, którzy są w stanie dzwonić do siebie nawet w środku nocy. Telefoniczny savoir vivre powinien być bardziej sprawą osobistego wyczucia niż bezmyślnym klepaniem wychowawczych regułek. Co nie znaczy, że nie warto zaznajomić z tego typu zasadami jak podane dla przykładu powyżej.

Telefon to wreszcie naukowy przedmiot badań humanistyki. Możemy mówić nawet o kulturowej antropologii telefonu – czyli subnauce zajmującej się badaniem przemian społecznych pod wpływem komunikacyjnego wynalazku Bella. Ostatnio we Włoszech ukazała się książka Maurizio Ferrarisa zatytułowana „Gdzie jesteś? Czyli ontologia telefonu komórkowego”. Warto również zajrzeć do świątecznego wydania „Newsweeka Polska” i oddać się lekturze artykułu Umberto Eco, również poświęconemu współczesnemu homo telefonicus. Badacze dostrzegają ogromną zmianę już nie tylko wynikającą z samego pojawienia się telefonów w naszej cywilizacji, ale – co jest zjawiskiem towarzyszącym od niespełna dekady – przenośnych aparatów komórkowych. Zauważmy, że kiedy dzwonimy do kogoś na telefon komórkowy zadajemy pytanie o miejsce jego pobytu. „Gdzie jesteś?” – zwykle tak zaczynamy rozmowę. Domagamy się lokalizacji przestrzennej. Tego problemu nie było w przypadku telefonów stacjonarnych. Niesie to ze sobą implikacje antropologiczne. Potrzebujemy informacji o rzeczywistej przestrzeni naszej komunikacji, inaczej nie mamy poczucia pewności. Rozwój przenośnych mediów zaburza tą potrzebę, stąd domagamy się tego typu dookreśleń.

Najpoważniejszym problemem wynikającym z upowszechnienia się komórek jest jednak ciągła dostępność. Jeden z moich byłych szefów świadomie odmówił posiadania telefonu. Zamiast tego zakupił nieużywany już dzisiaj pager. Spokojnie jedząc śniadanie mógł odczytać informacje o nagłym kryzysie w firmie. Gdyby odebrał telefon nie dano by mu zapewne dokończyć właśnie przyrządzonej jajecznicy. A tak mógł ją zjeść ze smakiem, po czym zadzwonić za kilka minut do firmy i wszystkiego się dowiedzieć. Komórki odebrały nam spokój i prywatność. Wprowadziły nerwowość do naszej codziennej aktywności. Skoro inni więdzą że posiadamy przenośny telefon domagają się od nas ciągłej dyspozycyjności, a my zwyczajnie mamy często ochotę pozostać niedostępnym. Wyłączenie telefonu może jednak zostać odebrane jako przejaw zawodowego nieposłuszeństwa lub towarzyskiej niechęci. No cóż, tak jak przepowiedział Neil Postman, amerykański medioznawca, technologia zawsze nam coś zabiera i daje jednocześnie. W tym wypadku telefon komórkowy umożliwia komunikację z każdego niemal zakątka globu, a jednocześnie odbiera możliwość pozostania ukrytym.

Warto na zajęciach z edukacji medialnej poruszyć problem korzystania z telefonów stacjonarnych i komórkowych. Wypisać zasady telefonicznego savoir vivru, podyskutować o antropologicznych przemianach wynalazku Bella i jego późniejszej komórkowej mutacji. Kolejny problem do uczniowskiej decyzji to zagadnienie – Czy, komórka jest potrzebna uczniom klas 1 – 3 szkoły podstawowej? Z jednej strony rodzice chcą mieć z nimi kontakt, z drugiej – czy to nie za wcześnie na własny telefon, czy są do tego dojrzali? Jak nauczyć najmłodszych telefonicznej kultury nierozmawiania na lekcjach przez komórkę? Edukacja telefoniczna jest – jak widać – niezbędnym i wielce potrzebnym tematem zajęć medialnych w szkole.

dr Piotr Drzewiecki - wykładowca uniwersytecki, adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW w Warszawie. Prowadzi serwis edukacyjno-medialny presscafe.yoyo.pl